Google
Kategorie: Wszystkie | konstruktorzy | lotniska | promocje | przewoźnicy | wypadki
RSS
czwartek, 05 lipca 2012

Oneworld poinformował, że linie SriLankan Airlines zostały oficjalnie zaakceptowane jako jego przyszły członek. Azjatycki przewoźnik zostanie formalnie przyjęty do tego sojuszu najprawdopodobniej w drugiej połowie przyszłego roku. Wcześniej dołączy też Malaysia Airlines.

SriLankan Airlines to narodowy przewoźnik Sri Lanki. Posiada on flotę 21 airbusów, którymi - ze swojego hubu w Colombo - lata do ponad 60 miast w 35 krajach. W Europie są to m.in. Rzym, Londyn, Paryż, Frankfurt i Moskwa. SriLankan jest liderem w transporcie pasażerów na Maldiwy. W sumie, w ubiegłym roku, przewoźnik ten przetransportował ponad 3,5 miliona pasażerów. Nie lada ciekawostką jest fakt, że SriLankan posiada lokalną filię SriLankan AirTaxi, która swymi wyposażonymi w pływaki Twin Otterami obsługuje szereg tras wewnętrznych ze swej wodnej bazy na rzece Kelani w Colombo.

Tzw. "przewoźnikiem wprowadzającym" SriLankan Airlines do oneworld jest Cathay Pacific z Hong Kongu. Przewiduje się, że sojusz przyjmie lankijskie linie drugiej połowie przyszłego roku.

Jednak jeszcze wcześniej, bo prawdopodobnie jeszcze przed końcem roku bieżącego, oneworld powiększy się też o innego azjatyckiego przewoźnika - Malaysia Airlines. Linie te posiadają obecnie flotę 114 samolotów i latają - ze swego hubu w Kuala Lumpur - do 87 miast w Ameryce Północnej, Europie, Azji, oraz Australii i Nowej Zelandii. Malaysia posiada podadto bardzo gęstą siatkę ponad 100 tras wewnątrz Malezji.

Póki co, do oneworld należy 12 przewoźników (z wieloma filiami): American Airlines, British Airways, Cathay Pacific, Finnair, Iberia, Japan Airlines, LAN Airlines, Mexicana (jako tzw. członek nieaktywny, z powodu kłopotów finansowych), Qantas, Royal Jordanian, S7 Airlines i - najnowszy w sojuszu - Air Berlin.

PS. Nie tylko oneworld się powiększa - Star Alliance, do którego należy m.in. nasz LOT, kilka dni temu znacząco rozszerzył się w Ameryce Łacińskiej. Zaś SkyTeam szykuje się do przyjęcia, jeszcze w tym roku, Aerolineas Argentinas i Xiamen Airlines.

Nareszcie! Po raz pierwszy od bardzo wielu lat oferta warszawskiego lotniska poszerzy się o loty nieobecnego wcześniej na polskim rynku globalnego przewoźnika. O planowanym uruchomieniu połączeń z Warszawą poinformowały wczoraj linie Emirates!

Na tego typu informację czekaliśmy w Aeroplanie od bardzo dawna, wielokrotnie przy tym narzekając na lotniczą zaściankowość naszego kraju. W końcu jednak nadeszły tak oczekiwane dobre wiadomości - Warszawa (i Polska) pojawi się w końcu w siatce połączeń pozaeuropejskiego globalnego przewoźnika. I to jednego z tych, którzy zaliczani są do najlepszych na świecie!

Od 6 lutego 2013 r. na warszawskie Okęcie latać zacznie z Dubaju Emirates! Przewoźnik połączenie obsługiować będzie airbusem A330-200 w trójklasowej konfiguracji. Lot EK179 wylatywać będzie z Międzynarodowego Lotniska w Dubaju codziennie o 7:30 i lądować w Warszawie o 10:45. Powrotny EK180 startować będzie o 13:50 i docierać do emirackiego hubu o 22:15. Lot trwać będzie ok. 6 godzin.

Oczywiście najważniejsze w tym wszystkim nie jest to, że Warszawa zyska bezpośrednie połączenie z Dubajem. Z punktu widzenia potencjalnego pasażera znaczne ciekawszy jest dostęp do gigantycznej siatki połączeń arabskiego giganta. Emirates to obecnie 124 obsługiwane trasy i flota prawie 180 nowoczesnych samolotów. Co więcej, to jedna z najbardziej dynamicznie rozwijających się linii lotniczych na świecie - tylko w tym roku przewoźnik zaczął latać do tak różnych miejsc jak Rio de Janeiro, Buenos Aires, Dublin, Lusaka, Harare, Dallas, Seattle, Ho Chi Minh i Lizbona. A zanim jego samoloty pojawią się w Warszawie, uruchomione zostaną jeszcze trasy do Adelajdy, Perth i Lyonu.

Emirates jest też jednym z największych operatorów europejskiego superjumbo - airbusa A380. Firma właśnie poinformowała, że tym największym samolotem pasażerskim świata zamierza, od 1 grudnia, latać także między Dubajem i Moskwą.

niedziela, 17 czerwca 2012

Turkish Airlines rośnie w oczach. W Europie nie ma chyba innej, równie szybko rozwijającej się linii lotniczej. Jej szef ujawnił właśnie, że turecki przewoźnik szykuje się do szybkiego i znacznego zwiększenia swej obecności w Afryce.

Turkish Airlines, czyli w oryginale Türk Hava Yollari (THY), już w chwili obecniej lata do 20 miast w Afryce. Ale wg. szefa firmy, Temela Kotila, to zdecydowanie za mało. Dlatego - jak wyjaśnił - jego firma chce w najbliższych miesiącach przeprowadzić prawdziwą afrykańską ofensywę. Plan jest niezwykle ambitny: jeszcze przed końcem tego roku ma zostać dodanych do siatki połączeń przewodnika aż 10 nowych miast na tym kontynencie. A w 2013 dołączy do niej kolejnych 10. Oznacza to, że liczba afrykańskich miast, do których latają samoloty Turkish Airlines zostanie do końca przyszłego roku, ni mniej ni więcej, podwojona. Szef firmy zdradził, że większość tych nowych połączeń będzie obsługiwana boeingami 737-800 i 737-900ER.

Temel Kotil, CEO Turkish Airlines (fot: THY)

Temel Kotil sprecyzował jednak, że ta afrykańska ofensywa to tylko część planowanego rozwoju THY. Dodał, że w jego firmie trwają też przygotowania do dalszej ekspansji w stronę Karaibów i Ameryki Łacińskiej. Aktualnie Turkish Airlines lata jedynie do São Paulo w Brazylii, niemniej już kilka miesięcy temu pojawiły się głosy, że trasa ta zostanie przedłużona do Buenos Aires.

Wszystkie plany będą wymagały kolejnego powiększenia floty THY, które obecnie posiadają już ponad 180 samolotów.  "Nowych zamówień na samoloty można się spodziewać jeszcze w tym roku" - przyznał Temel Kotil.

Zdaniem wielu ekspertów nie jest wykluczone, że Turkish Airlines dołączy już wkrótce do wąskiego grona operatorów największych istniejących na rynku maszyn pasażerskich, czyli boeinga B747-8 i airbusa A380. Coraz większym bowiem problemem w rozwoju firmy jest coraz bardziej ciasny hub w Stambule.

Turkish Airlines, tak jak LOT, do sojuszu lotniczego Star Alliance. Turecki przewoźnik do niedawna był zresztą zainteresowany udziałem w prywatyzacji naszych linii lotniczych. Wycofał się jednak z negocjacji, tłumacząc to potencjalnym konfliktem z aktualnymi regulacjami prawnymi UE.

poniedziałek, 28 maja 2012

Polski LOT nie jest jedynym w Europie państwowym przewoźnikiem lotniczym wystawionym na sprzedaż. Nabywcy szuka także portugalski TAP. Wśród potencjalnych zainteresowanych jest m.in. Lufthansa.

Szef TAP Portugal, Fernando Pinto, chwalił się w kwietniu, że rozpoczęta przez rząd w Lizbonie procedura prywatyzacyjna cieszy się dużym zainteresowaniem branżowych inwestorów. "Nie mogę oczywiście zdradzić kto to jest, ale chętnych jest sporo" - mówił dziennikarzom. I nie powinno to dziwić - portugalski przewoźnik to lider w lotach między Europą a Brazylią i drugi po Iberii największy gracz na rynku lotów między naszym kontynentem i Ameryką Łacińską.

Logo TAP Portugal

Wśród firm, które nie kryły swego zainteresowania był m.in. IAG, czyli British Airways z Iberią, oraz brazylijski TAM. Chęci to jednak nie wszystko - obie firmy zdały sobie sprawę, że sporą przeszkodą na drodze do przejęcia TAP mogłyby się stać władze antymonopolowe, zarówno Unii Europejskiej, jak i Brazylii. Tego problemu nie powinna mieć natomiast niemiecka Lufthansa. Christoph Franz, szef niemieckiego giganta, przyznał kilka dni temu, w rozmowie z dziennikiem Financial Times, że TAP znajduje się w sferze zainteresowań jego firmy. "TAP jest przecież jednym z dużych przewoźników, którzy są wrotami do Ameryki Łacińskiej" - wyjaśnił.

Co więcej TAP, tak jak Lufthansa (i polski LOT), należy do sojuszu Star Alliance. Lufthansa jako jego główny gracz powinna być szczególnie zainteresowana tym aby pozostał w nim przewoźnik mający dobrą pozycją w Ameryce Łacińskiej. Zwłaszcza, że jest wysoce prawdopodobne iż brazylijski TAM, łaczący się obecnie z chilijskim LANem, opuści wktótce Star Alliance i przyłączy się do konkurencyjnego oneworld (należy do niego LAN).

TAP Portugal posiada flotę 55 samolotów, wyłącznie airbusów. Dodatkowo należy do niego regionalny przewoźnik PGA Portugália z 16 mniejszymi samolotami. Razem, w u ubiegłym roku, przewieźli oni rekordową w swej historii liczbę pasażerów - 9,75 mln. Średni wskaźnik obłożenia także był historycznie wysoki - 76,3 proc. Miesięcznik Global Traveler przyznał TAP Portugal tytuł Najlepszej Linii Lotniczej w Europie roku 2011.

Do prywatyzacji przewoźnika rząd Portugalii zobowiązany został przez władze UE i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Był to jeden z warunków przyznania temu stojącemu w ubiegłym roku na skraju bankructwa państwu pomocy w wysokości 78 miliardów euro. Jeszcze wcześniej o prywatyzację apelowali też szefowie przewoźnika.

niedziela, 27 maja 2012

International Airlines Group (IAG) jest kolejnym europejskim lotniczym gigantem, który poinformował o sporych stratach w pierwszym kwartale tego roku.

Holding kontrolujący British Airways i Iberię miał między styczniem a marcem stratę operacyjną sięgającą 212 milionów euro.

IAG swe złe wyniki tłumaczy - tak jak konkurenci - głównie wysokimi cenami paliwa (wzrosły o 24,9 proc. w pierwszym kwartale), oraz zapaścią gospodarczą Hiszpanii, którą bardzo odczuwa Iberia. Hiszpańska część holdingu przyniosła aż 170 z owych 212 milionów euro straty. W tych 170 milionach znalazły się też 25 milionów euro strat wynikających z serii strajków pilotów, którzy w ten sposób protestowali przeciw utworzeniu Iberii Express - lowcostowej filii, która przejęła obsługę części krajowych i europejskich połączeń.

wtorek, 15 maja 2012

Rosnące ceny paliw spędzają sen z oczu szefom największych europejskich przewoźników. Bo to właśnie one odciskają największe piętno na (złych) wynikach finansowych.

Air France-KLM poinformował kilka dni temu, że pierwszy kwartał 2012 roku zamknął z największą w swej historii stratą operacyjną, sięgającą 597 milionów euro. Francusko-holenderski gigant lotniczy stracił netto, między styczniem a marcem, 368 milionów. I to mimo, że w tym okresie (porównując go z analogicnym kwartałem roku minionego) wzrosła zarówno liczba przewiezionych pasażerów, jak i obłożenie samolotów (81,6 proc., wzrost o 3,1 proc.).

Jednak parametrem jaki zwiększył się najbardziej, jest właśnie wspomniany koszt paliwa. Air France-KLM wydał na paliwo w pierwszym kwartale aż 1,68 miliarda euro. To o aż 17,9 proc. więcej niż przed rokiem! O 6 proc. wzrosły też wydatki związane z zatrudnianym personelem, które pochłonęły 1,91 miliarda euro. Związane jest to głównie z wywalczonymi w ubiegłym roku przez związki zawodowe podwyżkami pensji we Francji, oraz większymi składkami emerytalnymi w Holandii.

Szefowie grupy już zapowiedzieli, że konieczna będzie restrukturyzacja. Co ciekawe, uzyskali na jej przeprowadzenie wstępną zgodę największych central związkowych. Plan Transform 2015 zakłada, że w ciągu najbliższych 2 lat koszty zredukowane muszą zostać o 15 proc. I, co najważniejsze, ma się to udać bez redukcji personelu.

Planowane reformy są dobrze oceniane przez inwestorów. W dniu w którym grupa ogłosiła swe historyczne straty cena jej akcji na giełdzie w Paryżu wzrosła.

Niebagatelne straty przynosi także Lufthansa Group, która pierwszy kwartał zamknęła z deficytem netto sięgającym 381 milionów euro. I to także mimo wzrostu liczby pasażerów, których było (dla całej grupy, czyli Lufthansy, Swiss, Germanwings, Brussels Airlines i Austrian) 21,9 milionów (+4,1 proc.). Obłożenie też się poprawiło, choć wciąż - zadniem szefostwa - nie jest zadowalające (74,2 proc., +1,3 proc.).

Niemiecka grupa także planuje reformy, cięcia i oszczędności. I będą one bardziej radykalne niż u francusko-holenderskiego konkurenta. Plan zakłada ograniczenie kosztów o 1,5 miliarda euro. Aby to uzyskać Lufthansa Group ma zamiar m.in. do 2015 roku zmniejszyć zatrudnienie o 3500 osób (3 proc. aktualnego personelu). A także zamykać nierentowne połączenia, zlikwidować pierwszą klasę na niektórych trasadch, znacząco zwiększyć współpracę między filiami grupy.

Christoph Franz, jeden z dyrektorów Lufthansy, już zapowiedział, że w planowanej restrukturyzacji "nie ma żadnych tabu". Zdaniem wielu branżowych analityków te słowa to ostrzeżenie wypowiedziane pod adresem Austrian Airlines, które już od dłuższego czasu pozostają deficytowe (67 milionów strat w pierwszym kwartale). I może oznaczać, że Lufthansa Group będzie chciała się pozbyć swej austriackiej filii, tak jak to zrobiła w ubiegłym roku z brytyjską BMI. -Jesteśmy gotowi częściowo rozebrać strukturę naszej grupy po to aby zbudować ją później od nowa- sprecyzował Franz.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40